Strona:Bracia Grimm - Baśnie (Niewiadomska).djvu/148

Ta strona została uwierzytelniona.


i rzuciła go stojącym na dole. Po łańcuszku oddała pasek złotolity, perłami naszywany, jedwabne podwiązki, przepaskę z głowy, aż złote włosy płaszczem ją całą okryły i wreszcie tak rozdała wszystko, że w jednej pozostała koszulce.
Wówczas jeden z gromadki wdrapał się na drzewo, oderwał ją przemocą od gałęzi i zniósł na dół do towarzyszów. Tu na nowo obsypano ją pytaniami, a gdy milczała uparcie, przyprowadzono przed króla.
— Kto jesteś? — zapytał monarcha zachwycony jej pięknością. — Co robisz tutaj i dlaczego milczysz? Co znaczy ten pęk kwiatów?
Lecz dziewczyna milczała błagalne tylko wznosząc ku niemu spojrzenie. Wówczas królewicz, aby ją osłonić od natarczywości swoich dworzan i rycerzy, wziął ją na konia, okrył własnym płaszczem i przywiózł do zamku królewskiego.
Przez kilka dni następnych zwoływano mędrców, którzy przemawiali do dziewczęcia wszystkimi językami, ale nadaremnie. Ubrano ją jednakże w kosztowne królewskie szaty, sadzano obok króla przy kró-