Strona:Bracia Grimm - Baśnie (Niewiadomska).djvu/228

Ta strona została uwierzytelniona.


— Tak, tak, nie ma ratunku dla męża królewny i dla niej samej; jego koń rozniesie, lecz chociażby ocalał i przybył do zamku, znajdą na stole w królewskim pokoju dwa purpurowe płaszcze, złotem przetykane, kamieniami drogimi bogato przybrane, perłami ozdobione. Nie ma takich płaszczy żaden monarcha na szerokim świecie, więc zechcą się w nie przybrać na uroczystość weselną nie wiedząc, że to zdrada i że gdy zarzucą strój ten na siebie, spłoną w mgnieniu oka, tak że popiołu nawet po nich nie zostanie.
— I nikt ich nie może ostrzec, choćby kto wiedział o tym, bo skamieniałby natychmiast do pasa!
— Tak, ale mógłby ocalić ich jeszcze rzucając w ogień te kosztowne szaty; trzeba tylko, aby ich nie dotykał rękoma, lecz przez żelazne kleszcze; inaczej sam zginie.
— I to by nie pomogło — zakrakał kruk trzeci — chociażby uniknęli tych dwóch niebezpieczeństw, grozi im śmierć niechybna, bo gdy wśród zabawy królewicz zacznie tańczyć ze swą narzeczoną, ta ostatnia upadnie nagle jak nieżywa i nikt jej nie ocuci,