Strona:Bracia Grimm - Baśnie (Niewiadomska).djvu/230

Ta strona została uwierzytelniona.


— Cóż to za zuchwalstwo? zabić tak piękne zwierzę, godne nosić króla! To zasługuje na surową karę.
— Ciszej! — rzekł monarcha groźnie — uczynił to mój wierny sługa i przyjaciel, więc musi to być dobre i konieczne.
I poszedł naprzód z piękną narzeczoną, choć żal mu było ślicznego rumaka.
W tronowej sali na złocistej tacy leżały dwa przepyszne płaszcze purpurowe, złotem i kamieniami drogimi przybrane, a tak piękne, że królewicz aż krzyknął z podziwu i chciał się w nie przybrać ze swą narzeczoną; lecz wierny sługa przyskoczył z pośpiechem, odtrącił na bok rękę króla i królewny, sam płaszcze porwał przez żelazne kleszcze i rzucił je w płonący ogień na kominku.
— To za wiele — szepnęli zazdrośni dworzanie; — spalić płaszcze królewskie tak cudnej roboty! Wkrótce zuchwały sługa sam panować zechce.
Lecz król nakazał powtórnie milczenie oświadczając, że ufa swemu wiernemu słudze i co on czyni, za dobre uważa.
Podano do stołu i zaczęła się uczta i za-