Strona:Bracia Grimm - Baśnie (Niewiadomska).djvu/235

Ta strona została uwierzytelniona.


ry zadrżał gwałtownie, zachwiał się i nagle odzyskał życie.
Król postąpił ku niemu i zapłakał w objęciach wiernego sługi swego; i płakał długo, bo nie miał odwagi odwrócić oczu i spojrzeć na martwe, zimne ciała synów.
— Uspokój się — rzekł na koniec odzyskany przyjaciel — to była tylko próba wierności słów twoich i pragnienia, któreś tak często powtarzał. Spojrzyj na dzieci.
Król spojrzał ze łzami, ale natychmiast krzyknął w uniesieniu radości: bliźnięta stały obok, zdrowe, uśmiechnięte i patrzyły nań oczyma błękitnymi jak bławatki.
Teraz nic nie brakowało królowi do szczęścia; odzyskał przyjaciela, miał ukochane dzieci, ale chciał poznać i serce małżonki, więc podszedł ku niej, kiedy wracała do domu.
— Czy modliłaś się o życie wiernego sługi naszego? — zapytał.
— Tak — odparła — serdecznie modliłam się o to; nigdy nie zapominam, co on uczynił dla nas.
— To dobrze, gdyż przyszedłem, aby ci powiedzieć, że nasz przyjaciel może powró-