Strona:Bracia Grimm - Baśnie (Niewiadomska).djvu/271

Ta strona została uwierzytelniona.


kamieni, gdy nagle... któraś dziewczynka głośniej odetchnęła, a on skoczył jak zwierz zraniony, gotów zębami bronić swego gniazda.
Na widok zmienionej gniewem, sinej twarzy potwora, Różyczka i Lilijka krzyknęły z rozpaczą, lecz w tejże chwili poza nimi rozległo się grube, choć przyciszone mruczenie i olbrzymi niedźwiedź stanął naprzeciw karzełka.
Ten ostatni oniemiał i padł na kolana.
— Wspaniały panie niedźwiedziu — zawołał — daruj mi życie, zlituj się nade mną biednym! Nie pożywisz się nawet taką okruszyną, a moje stare kości smakować ci nie będą. Ot, spojrzyj lepiej na te niegodziwe dziewczęta, jakie tłuste i białe, jakie smaczne być muszą! To kąsek godny ciebie, wspaniały niedźwiedziu, i głód nim zaspokoisz, a ja gotów jestem oddać ci jeszcze wszystkie moje skarby.
— Milcz, potworze — mruknął niedźwiedź i raz tylko uderzył go silną łapą po głowie, a złośliwe stworzenie padło bez duszy nie wydawszy jęku.
Dziewczynki chciały uciekać, lecz głos