Strona:Bracia Grimm - Baśnie (Niewiadomska).djvu/298

Ta strona została uwierzytelniona.


i znajdował od razu. Przypadkiem piłka wpadła do klatki potwora, a gdy zmartwiony chłopczyk prosił, by mu ją oddał, mąż leśny odrzekł:
— Otwórz drzwi mej klatki.
— Tego nie uczynię — odpowiedział chłopiec — bo król, mój ojciec, zabronił surowo.
— Więc nie dostaniesz piłki.
Dziecko odeszło w milczeniu, ale nazajutrz powróciło znowu, dopominając się o ową zabawkę.
— Otwórz drzwi mojej klatki.
Chłopiec potrząsnął głową i oddalił się rozgniewany.
Dnia trzeciego przyszedł z daleka popatrzyć na swoją piłkę i łzy stanęły mu w oczach, bo pewny był już teraz, że nie odzyska jej nigdy.
— Oddaj mi cacko! — zawołał na koniec.
Roześmiał się leśny człowiek i odpowiedział jak zwykle:
— Otwórz drzwi mojej klatki.
— Wiesz, że nie mam klucza — mruknęło dziecko.