Strona:Bracia Grimm - Baśnie (Niewiadomska).djvu/302

Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie kłam, umaczałeś palec w wodzie, znieważyłeś cudowne źródło, lecz przebaczam ci ten raz jeden; strzeż się tylko, ażeby więcej tego nie było.
Na drugi dzień chłopczyk smutnie usiadł na brzegu studni i patrzał w wodę. Lękał się teraz bardzo, by w nią znów co nie wpadło i tak go to męczyło, że łzy popłynęły mu z oczu i jedna wpadła w źródełko. Wyjął ją przestraszony, lecz już było za późno, zamieniła się w złotą kulkę i choć zagrzebał ją w piasku, rękę miał całą ozłoconą od wyjmowania łezki.
Mąż leśny przyszedł wieczorem i wiedział już, co się stało.
— Łzę upuściłeś w wodę — rzekł surowo; — tym razem jeszcze ci przebaczę, jeśli jednak po raz trzeci znieważysz cudowną wodę musimy się rozstać.
Od świtu dnia trzeciego siedział chłopczyk przy studni i bał się mrugnąć okiem, aby znów przypadkiem nie wpadło co do źródełka. Palec bolał go dziś jeszcze, ale nie zważał na to, nie poruszał się z miejsca i patrzał ciągle na wodę. Wtem ujrzał w niej odbicie swojej twarzy. To go tak zabawiło,