Strona:Bracia Grimm - Baśnie (Niewiadomska).djvu/342

Ta strona została uwierzytelniona.


wy. Lecz Radosny przemówił do niej tak łagodnie, że ośmieliła się spojrzeć na niego, a wówczas wziął ją za rękę, powiedział, że pragnie zabić smoka i ocalić jej życie, a tymczasem zaprowadził ją do owej kapliczki, posadził przed ołtarzem i drzwi zamknął starannie na rygiel żelazny.
Wtem zaszumiało, błysnęło w górze i straszny smok siedmiogłowy stanął przed junakiem dysząc ogniem z paszcz rozwartych i sypiąc iskry z oczu.
— Kto jesteś i co tu robisz? — zawołał ze wściekłością.
— Przyszedłem walczyć z tobą — odparł Radosny śmiało.
— Chcesz śmierci? Więc ją otrzymasz! Spojrzyj na te szkielety: to zuchwali poprzednicy twoi, którzy śmieli mierzyć się ze mną.
To mówiąc buchnął ogniem z siedmiu paszcz rozwartych, aż zapłonęła wkoło sucha trawa, a dym duszący ogarnął junaka. Lecz wszystkie zwierzęta nagle rzuciły się na pomoc, zdeptały trawę i płomienie, a skoro dym się rozszedł, połyskując krwawymi oczyma smok z rykiem rzucił się na