Strona:Bracia Grimm - Baśnie (Niewiadomska).djvu/360

Ta strona została uwierzytelniona.


słuchasz, — z prośbą w spojrzeniu odparła królewna.
Monarcha popatrzał na nią, na jej smutne czoło, wspomniał, że to ostatni już dzień jej dziewictwa i uśmiechnął się dobrotliwie.
— Uczynić, jak rycerz żąda — powiedział do giermka.
Wkrótce powóz królewski zajechał przed pałac, zaprzężony w sześć białych cudnej maści rumaków; sześciu dworzan na karych, parskających koniach towarzyszyło mu w bogatych szatach. Kiedy drzwi otworzono, wysiadł z powozu rycerz tak piękny, jakiego oko ludzkie nie widziało, w złocistej zbroi, z wielkim złotym pióropuszem, a lew, niedźwiedź, wilk, lis i zając otoczyły go dokoła.
— Jakże mam go powitać? — zapytał król córki, widząc, że młody rycerz nie wstępuje na schody.
— Powitaj go, drogi ojcze, jak dostojnego gościa — odparła rozpromieniona dziewica.
I król postąpił naprzeciw rycerza, podał mu prawą rękę i przy stole posadził obok