Strona:Bracia Grimm - Baśnie (Niewiadomska).djvu/73

Ta strona została uwierzytelniona.


— Ależ to ciężkie! — zawołał zdziwiony z trudnością postępując po zielonej murawie. — Nie, nie dam rady, doprawdy mateczko; wasze gruszki i jabłka cięższe od kamieni, a trawa gniecie jak ołów.
— No, proszę! i nie wstyd to rycerzowi tak wyrzekać na brzemię, które taka oto baba dźwiga co dzień bez szemrania? Oj, młodzi, młodzi, oj, junaki, rycerze! oj, jakież wasze siły! A gdzież ci bohaterowie, co z olbrzymami, z potworami wojowali?
Wstyd się zrobiło naprawdę naszemu rycerzowi; i on przecież marzył nieraz, że wielkich czynów dokaże, potężnych pokona wrogów, sławę zdobędzie niezmierną, aż oto stara kobiecina silniejszą ma być od niego!
Więc nic nie mówił, choć nogi uginały się pod nim, ręce omdlewały i bolały, jakby się miały oberwać, a gorąco i zimno przebiegało po całym ciele. Szedł jednak naprzód wytrwale, a staruszka biegła obok śmiejąc się, dogadując i obiecując nagrodę. Tak doszli do stromej ścieżki, która wiodła pod górę, lecz gdy tutaj kamienie spod nóg usuwać się zaczęły, pot wystąpił mu na czo-