Strona:Bruno Jasieński - Człowiek zmienia skórę.djvu/048

Ta strona została uwierzytelniona.

z mlekiem. Kawa poczynała się już gotować, świadczyły o tem niezmierzone wysepki mielizn.
Była to południowa granica Związku. Na lewym brzegu ciągnął się Afganistan. Była to istotnie szósta część świata, naprzekór konserwatywnej geografji, która liczyła ich tylko pięć...
Na lotnisku Saraj-Kamarskim, samolot spotkała grupa ludzi, śród nich kilku wojskowych w zielonych czapkach: dowódcy pogranicznych oddziałów. Zoczywszy rosjanina, wykrzyknęli dźwięcznie „ura“, okrążyli go i poczęli potrząsać jego ręką. Na amerykanów nie zwrócili żadnej uwagi.
Od grupy oddzielił się śniady tubylec w tiubetejce i białej rosyjskiej koszuli, oraz wojskowy. Chwilę rozmawiali o czemś z pilotem, poczem skierowali się ku amerykanom. Wojskowy zasalutował i powiedział w nazbyt poprawnej angielszczyźnie, jak mu jest niezmiernie przykro, że nie będą mogli kontynuować dzisiaj swej podróży. W rejonie zdarzyło się nieszczęście. Woda zniszczyła główny aryk i zatopiła zasiewy bawełny. Są poważnie ranni i trzeba będzie mobilizować samolot dla przewiezienia do Stalinabadu tych, którzy potrzebują natychmiastowej pomocy chirurgicznej. Pasażerowie będą mogli kontynuować swą podróż za dzień-dwa, jeżeli zaś nie chcą czekać, to się ich odwiezie do Stalinabadu samochodem.
Ani Clarke ani Murri, ani nawet Barker nic nie odpowiedzieli. Stali w niezdecydowaniu z oczami zmrużonemi od niemożliwego słońca, które obuchem padało im na głowy. Wojskowy i tubylec w tiubetej-