Strona:Bukowiński Władysław (Selim) - Na greckiej fali.djvu/38

Ta strona została uwierzytelniona.



X.


Podobna śmierci, co się cicho skrada,
Nadeszła straszna godzina rozstania.
Pamiętam... Byłaś, jak ten marmur, blada
I, jak krzew róży, co się w wichrze słania,
O marmurową oparłaś kolumnę
Swe czoło ciche, smutne, ale dumne.

Poranek. Śpiewne Salaminy fale,
Skąpane w złotych promieniach Heliosa,
Do stóp nam niosą swe jęki i żale,
Któremi próżno wstrząsały niebiosa.
Echa tej skargi, która nam tak blizka,
Płyną gdzieś między świątyni zwaliska.