Strona:D. M. Mereżkowski - Dekabryści.djvu/9

Ta strona została skorygowana.
5


Człowiek niemłody, lat już ma po za 50, ale szanowny, gruntowny, prześliczne ma poważanie u przełożonych, a za Maryńką szaleje. Jeśli, powiada, uszczęśliwicie mnie zezwoleniem waszem, niczego nie pożałuję dla szczęścia waszej córki. Dymisyę wezmę, gospodarstwem się zajmę w Czeremuszkach, interesa wasze uporządkuję. Maryńka nie odmówiła, lecz prosiła o zwłokę, a i Nina Lwowna córki nie przynagla. Sama rozumie, że to jeszcze młode, miłości by chciało, serdecznych uczuć, a Porfiry Mikołajewicz nie para dla niej, na ojcaby się prędzej nadawał. Tak upłynął rok, na tych namysłach; aż list nadszedł od pana Akwitonowa, który prosił z największym szacunkiem, by o losie jego zawyrokować. I prosił, aby jeśli jest choć mała nadzieja, przyjechać do Petersburga dla osobistego spotkania. Nina Lwowna zresztą musiałaby i tak przyjechać dla spraw majątkowych, dla terminów opłaty, bo gotowi jeszcze ziemię opisać.
Jest także jeszcze jedna nadzieja pomocy od babki, Natalii Kiryłówny Rzewskiej. Bogata staruszka, ale skąpa i uparta. Ułożyła sobie, że Nina Lwowna przedać powinna ziemię i przyjechać do niej na mieszkanie do Petersburga, inaczej powiada, złamanego grosza odemnie nie dostaniecie. Ale Maryńka o tem i słyszeć nie chce, lepiej już, mówi, pójdę za Akwitonowa a z Czeremuszek nie wyjadę. Ta się urodziłam, tu i umrę.
Kończąc opowiadanie Nina Lwowna zapłakała. Chwaliła niby konkurenta, lecz córki jej było żal.
Golicyn siadywał w swojej przegródce w nocy z Pałaszką, a w dzień z Niną Lwowną. Ale na trzeci dzień, pani Pałyczewa dostała bolu głowy,