Strona:D. M. Mereżkowski - Zmartwychwstanie Bogów.djvu/205

Ta strona została skorygowana.

Leonard opowiedział o swojej audyencyi Machiavelowi. Ten, przeraził się, słysząc, że artysta zdjął dla księcia plany z okolic Florencyi.
— Jakto! wy, obywatel Republiki oddajecie ją na łaskę jej najgorszego wroga.
— Wszak Cezar uchodzi za naszego sprzymierzeńca — odparł artysta.
— Uchodzi! — powtórzył sekretarz Florencyi z goryczą. — Gdyby ten fakt doszedł do wiadomości naszego rządu, pomówionoby was o zdradę.
— Czyż być może? — zadziwił się naiwnie Leonard. — Ale Wy nie uważaliście mnie za zdrajcę, ser Niccolo — dodał — w sprawach politycznych jestem, jak dziecię.
Popatrzyli na siebie w milczeniu i zrozumieli, że pomiędzy nimi leży niezgłębiona przepaść pojęć: dla jednego ojczyzna nie istniała, drugi kochał ją „więcej, niż własną duszę“.

IX.

Owej nocy Niccolo wyszedł, nie mówiąc gdzie idzie i po co. Wrócił nazajutrz popołudniu, zmęczony, przeziębnięty, wszedł do pracowni Leonarda, zamknął drzwi za sobą i oznajmił, że już oddawna chce mu powierzyć pewną tajemnicę. Opowiedział mu co następuje:
Przed trzema laty w odludnem miejscu, w Romanii, pomiędzy Cervia a Porto Cesenatico, zamaskowani i zbrojni jeźdźcy napadli na oddział jazdy, eskortujący z Urbino do Wenecyi madonnę Dorotę, żonę Baptysty Caracciolo, kapitana piechoty prześwietnej Republiki. Porwali ją wraz z jej kuzynkę Maryą, piętnastoletnią dziewicą, nowicyuszką z klasztoru w Urbino i odtąd nie słyszano o niej wcale.
Rada Dziesięciu i Senat Wenecyi zwracali się ze skargą do Ludwika XII, do króla Hiszpanii i do papieża, pomawiając księcia Romanii o wykradzenie Doroty, ale nie było dowodów. Cezar odpowiedział, że nie wie o niczem.
Krążyły pogłoski, iż madonna Dorota pocieszyła się niebawem, i że towarzysząc księciu we wszystkich jego wyprawach, zapomniała już o mężu.