Strona:D. M. Mereżkowski - Zmartwychwstanie Bogów.djvu/211

Ta strona została skorygowana.

na wilgotnem powietrzu. W nocy miał nudności. Lekarze nie mogli się zgodzić — jedni dowodzili, że to zgniła gorączka, drudzy — że ulanie żółci, inni, że uderzenie krwi do głowy. Papież był coraz słabszy, wreszcie 16-go sierpnia zastosowano środek, uważany za niechybny: było to lekarstwo ze stłuczonych na proszek drogich kamieni. Lecz i to nie pomogło.
Owej nocy papież obudził się i szukał na piersiach złotej kuli, zawierającej parę kropel krwi Chrystusowej. Nie znajdując relikwii, zamknął oczy i szepnął:
— Trzeba umierać. Wszystko skończone.
17-go sierpnia rano uczuł się tak słabym, że nie mógł już ręki podnieść. 18-go spowiadał się przed swym nadwornym kapelanem biskupem Carinoli Piotrem Gamboa i przyjął święte Oleje. Czytano nad nim modlitwy za umierających. Kilkakrotnie poruszał ustami bez dźwięku, wreszcie szepnął:
— Módlcie się do Matki Boskiej. Prędzej! Prędzej!
Kardynał Herda odmówił Stabat Mater Dolorosa.
Na twarzy Aleksandra VI rozlała się błogość, jak gdyby już widział Tę, Której opiece i orędownictwu polecał się zawsze w swych modłach. Chciał podnieść się, ręce wyciągnąć, ale opadł na poduszki.
— Nie odtrącaj mnie, Matko! — szepnął i wydał ostatnie tchnienie.


W owym czasie Cezar Borgia był pomiędzy życiem a śmiercią.
Jego nadworny lekarz Gaspare Torella, poddawał go dziwnej kuracyi. Kazał rozpłatać brzuch mułowi i we wnętrzności zwierzęcia wkładał chorego wśród największej gorączki, wyjmowano go potem i wrzucano do zimnej kąpieli. Nie ta kuracya zapewne, lecz nadzwyczajna moc woli pacyenta zdołała przemódz chorobę.
Przez cały czas Cezar nie tracił panowania nad sobą, śledził bieg wypadków, słuchał raportów, dyktował listy, wydawał rozkazy.
Na wieść o śmierci Papieża kazał przenieść się podziemnym kurytarzem z Watykanu do fortecy św. Anioła.