Strona:De Segur - Gospoda pod Aniołem Stróżem.djvu/126

Ta strona została skorygowana.

Poczem kłaniając się generałowi, pochwyciła jego rękę i ucałowała, dodając:
— Przebacz mi pan, że jestem tak poufałą, ale serce moje przepełnia wdzięczność. Panu zawdzięczam szczęście całego życia; czyliż mogłabym żywić dla niego inne uczucie, jak szczere przywiązanie córki.
— Moja biedna Elfy! Moje drogie dziecko! wyjąkał generał wzruszony, przyciskając ją do swych piersi. Dzielne, zacne, szlachetne serce!
Generał uczuł, że się roztkliwił, powstał więc i udał się do swego pokoju.
Elfy uśmiechała się. Moutier również, pani Blidot śmiała się głośno. Jakób i Paweł także wzięli udział w ogólnej wesołości.
— Dla czego on płakał? zapytał Paweł, chciał zapewne jeszcze kawy ten biedny generał. Ciociu, daj mu jeszcze, proszę cię, przecież widziałaś, że on płacze.
— Nie płacze dla tego Pawełku, że nie dostał kawy, wyrzekł Jakób, ale dlatego, że chciałby tu u nas pozostać i nigdzie już nie wyjeżdżać.
— Nie pozostałby tutaj, kochane dziecko, boby mu się uprzykrzyło.
Generał powrócił z zaczerwienioną twarzą i rozwianym włosem. Paweł wybiegł naprzeciwko niemu, mówiąc:
— Panie generale, pozostań u nas na zawsze, będziesz z nas kontent i nie będziesz nigdy płakał.