Strona:Dr Murek zredukowany (Tadeusz Dołęga-Mostowicz).djvu/182

Ta strona została uwierzytelniona.

— Cóż to szanowna osoba chce pisać? — zagadnął prowokacyjnie jeden z drabów, wskazując rozłożony papier.
Dwaj inni zachodzili zboku. Murek cofnął się za stolik.
— Ten pan — odpowiedział grzecznie, chociaż nie przewidywał pokojowego finału najścia — ten pan życzy sobie, bym mu napisał podanie.
— A w publicznem szalecie na ścianie palcem pisać nie łaska?...
— Fasuj go w kantorek! — krzyknął czwarty spod drzwi.
W tejże chwili rzekomy klijent trzasnął Murka po głowie butelką. Zahurgotały krzesła i stoliki. Następny cios pięścią między oczy i niemal jednoczesny kastetem w głowę oszołomiły Murka. Bił się naślepo, lecz zawzięcie. Nie brakowało mu siły, jednak przekonał się, że nie ma w tem wprawy. Uderzenia w dołek i kopnięcia w golenie podcięły mu nogi. Uczepił się jednego z napastników i runął wraz z nim. Tem osłonił się przed ponownym ciosem butelki, lecz jednocześnie otrzymał straszliwe kopnięcie obok krzyża. Skręcił się z bólu i zawył.
— Jeszcze go w nyrkę! — doradzał czyjś spokojny głos.
Uderzenia pięści i obcasów spadały jedne po drugich. Wreszcie siły opuściły go zupełnie, nie bronił się, nie zasłaniał, leżał nieruchomo.
— Niech tylko szanowna osoba kity nie odwala, bo za przeproszeniem niema o co, pies ci twoją zabagduloną mordę lizał — przemówił jeden z napastników łagodnie.
Inny pochylił się nad Murkiem:
— Widzisz, bracie, i masz nieprzyjemność. A trzeba to było komu w parasolkie włazić?
Wychodzili, nie śpiesząc się, obciągając marynarki i poprawiając czapki na głowie. Ostatni zatrzymał się w drzwiach:
— A jeżeli szanownej osobie mało, to następną razą spuścimy ci takie manto, że szanowną osobę przez lejek do