Strona:Dr Murek zredukowany (Tadeusz Dołęga-Mostowicz).djvu/199

Ta strona została uwierzytelniona.

kładu, dać dwa, trzy razy w mordę i do zajęcia, do zarobku skierować. Żeby głód na pokusy go nie zmiękczył.
— A to co pomoże taka rzecz, jak to w sądach idzie. Złapią takiego szczeniaka na dolinie, coś tam sędzia pomruczy i do mamra frajera, któren jest alfabeta i tu tudy, ni siudy nie kapiruje. A z tego samego więźnia wyjdzie obkuty na wszystkie kanty, niczem jakby uniwersytet zakończył. I co za pożytek?... A skądże, zapytuję się, ów dany młodziak swoje pojęcie mógł posiadać, skoro jeżeli nikt go względem karalnego kodeksu nie obświadomił?... Od maleńkości po tretuarach szlaje się, nijakiego powszechnego nauczania domowego nie otrzymawszy, i takim prawem niewinowaty. Dzieci trzeba w narodzie kształtować, przy niedzieli jem wytłómaczenie dać, o wiele chcesz, żeby twój syn kreminalisto nie został, a córka, czyli insza na ten przykład siostrzenica, do świętego Łazarza na emeryturę nie poszła.
Wprawdzie były to tylko marzenia, i Cipak nigdy konkretnych projektów zmiany trybu życia nie robił. Ale i to było rzadkością w tem środowisku, gdzie troska o najbliższą noc, o najbliższy posiłek doszczętnie absorbowała wszystkie myśli i pragnienia. Murek też był głęboko przekonany, że kiedyś, wróciwszy do normalnego życia, znajdzie możność wydobycia i Cipaka na powierzchnię. To ułatwiło mu przyjmowanie odeń czy to poczęstunku, czy pomocy, chociaż o swoich projektach Cipakowi oczywiście nie wspominał ani słowem.
Po śniadaniu wyszli razem i Cipak powiedział:
— O wiele się nie mylę, masz chęć, żeby ci jakie zajęcie nadać?
— Właśnie — potwierdził Murek — przydałoby się. A możesz?
Cipak niedbale wpakował ręce w kieszenie:
— Ja tylko „zerem” dookoła Warszawy jeździć nie mo-