Strona:Dr Murek zredukowany (Tadeusz Dołęga-Mostowicz).djvu/243

Ta strona została uwierzytelniona.

ści, rozporządzeń. I uważam pana ministra za mądrego człowieka.
— Bardzo mi przyjemnie, że zasłużyłem sobie na taką opinję. Naogół... Ale niechże pan usiądzie.
— Dziękuję — potrząsnął głową Murek — moje ubranie bardziej nadaje się do dezynfekcji, niż do zetknięcia z tym fotelem. Nocuję pośród najgorszych mętów społecznych, pod mostami lub w domach noclegowych. Od pół roku nie wiem, co to jest pościel, co to jest wanna, co to jest czysta bielizna.
— Bardzo panu współczuję.
— Ale ja nie przyszedłem, by wzruszać pana ministra moją nędzą. Nawet nie narzekam na nią. Powiedziałem sobie: Trudno, ale przecierpię. Chodzi tylko o to, że nie widać końca tej nędzy. Jestem młody i zdrowy. Od najcięższej fizycznej pracy nie umrę, nie spadnie mi korona z głowy od wynoszenia śmieci, od posługiwania pańskiej kucharce, panie ministrze. Ale przyszedłem do pana, jako do człowieka rozumnego z pytaniem: Czy społeczeństwo, czy państwo nie może lepiej zużytkować kwalifikacyj wykształconego, uczciwego i chętnego do pracy obywatela?
Minister poruszył się na fotelu:
— Zapewne. Ale dlaczego pan właśnie do mnie z tem pytaniem się zwraca?
— A do kogo mam się z niem zwrócić? Pan minister chyba bardziej, niż ktokolwiek, powołany jest do ocenienia, czego państwo chce, a czego nie chce, czy tak ma być zorganizowane społeczeństwo, czy inaczej. Pan reprezentuje to państwo i społeczeństwo. Pan jest uprawniony do tego z tytułu swego stanowiska i z tytułu własnej woli do kierowania jego sprawami.
Murek zrobił pauzę i mówił dalej:
— Zawdzięczam społeczeństwu i państwu wiele. Dały mi bezpłatnie wykształcenie. Więcej, bo przez szereg lat