Strona:Dr Murek zredukowany (Tadeusz Dołęga-Mostowicz).djvu/351

Ta strona została uwierzytelniona.

Murek chrząknął.
— Żartujecie, towarzyszu Kobielski. — Jeżelibym nawet miał taką misję, jakże mógłbym wam do tego się przyznać?..
Kobielski mrugnął porozumiewawczo i wyciągnął do Murka rękę:
— Zrobione. Ja wiem, że dużo będzie zależało od waszego raportu i zgóry serdecznie wam dziękuję. A żebyście wiedzieli, że ze mnie szczery chłop, to wam powiem coś, czem będziecie mogli Bigelsteina i Szepsa trzymać za mordę. Ręka rękę myje. Czy chcecie pogadać z tym frajerem Lempkem i z resztą komitetowych?... Proszę bardzo! Ja nic do ukrywania nie mam. Ale myślę, że to zbędne. Lempke oczywiście będzie na mnie psy wieszał, a Glass wylezie ze swemi staremi oszczerstwami. A jednak nic mi nie zrobią. Ani mnie, ani Sławomirowi, ani Wałachowi. Bo Bigelstein i Szeps wiedzą, że byłby koniec. No, więc jak?... Chcecie, by zrobić wam kontakty, czy wystarczy wam moje słowo?
— Wystarczy — przytaknął Murek.
— No, to w porządeczku, dajcie łapę.
Mocno potrząsnął ręką Murka i przysunąwszy się doń z krzesłem nachylił się do jego ucha:
— Bigelsteinowi wystarczy powiedzieć tylko parę słów. Jemu albo Szepsowi. Wystarczy powiedzieć w rozmowie mimochodem: „W Baranowiczach lepiej bywało z angielską walutą”. To sami zobaczycie, że każdy z nich aż przysiądzie.
— A cóż było w Baranowiczach?...
— Oni tam zrobili taką machlojkę, że aż do śmierci nie życzyłbym sobie lepszego interesu. Pamiętacie, jak przed czternastu laty zastrzelił się w Baranowiczach Frumkin?... A wiecie, czemu się zastrzelił? Bo wiózł z Moskwy okrągłe trzydzieści tysięcy funtów żywą gotówką — zaśmiał się głośno i dodał: — Z taką forsą to mu życie zbrzydło! A ja mam dowody w ręku. Rozumiecie, towarzyszu Garbaty?...