Strona:Drugie życie doktora Murka (Tadeusz Dołęga-Mostowicz).djvu/094

Ta strona została uwierzytelniona.
ROZDZIAŁ III


Wraz z przeprowadzeniem się do nowego mieszkania, znacznie obszerniejszego i wcale eleganckiego, chociaż mieszczącego się na tejże klatce schodowej, Murek podniósł swoją taksę. Klientelę przyjmował teraz między jedenastą rano, a drugą popołudniu. Wieczory wymówiła sobie Arletka i spędzali je razem prawie codzień. Dziewczyna pod wpływem dobrobytu i ustania trosk dawniejszych zdawała się kwitnąć. Od rana Murek słyszał jej śpiew, niezwykle miły głos: niski i ciepły, od rana przyglądał się jej roześmianym oczom i jej urodzie, którą wciąż nie mógł się nasycić. Kiedy mówił jej:
— Aż dziw, jak mi z tobą dobrze — nietylko nie było w tem przesady, lecz raczej zbytnia powściągliwość w ocenie własnych uczuć.
Jego życie nabrało przecież w końcu jakiegoś rytmu stałego, zakotwiczyło się, weszło na jakiś tor. Zapewne inaczej to sobie kiedyś wyobrażał dawny Murek, ale przecież i to było dużo, bardzo dużo, znacznie więcej niż mógł się spodziewać. Jeżeli dawniej nie wierzył w miłość Arletki, a później nie oceniał dość poważnie tej miłości, to teraz w każdym dniu i o każdej godzinie miał tyle jej świadectw, że otaczała go zewsząd jakby ciepłą różową mgłą, z której niepodobna było i z której nie chciał się uwolnić.
Co prawda od czasu do czasu ogarniał go nagle niepokój. Niewiadomo skąd cisnęły się pytania, czy to, co od Arletki otrzymuje i to, czem jej się wypłaca nie jest jakąś przebiegłą