Strona:Drugie życie doktora Murka (Tadeusz Dołęga-Mostowicz).djvu/235

Ta strona została uwierzytelniona.

Stawski spojrzał na Sztyfla, Sztyfel na Heńka, i wszyscy trzej wybuchnęli śmiechem.
— Zechce wrócić? Oj, czemu nie miałaby zechcieć! Tylko, że każda chce, a jakoś żadna nie wróciła! Tam już z naszych rączek trudno się wyrwać. Nie trudno, ale niemożliwe! Już o to niech pana głowa nie boli.
Murek spojrzał na nich z przerażeniem. Dopiero teraz z całą jaskrawością zrozumiał, na jaki los skazuje Arletkę, w jakie wyda ją ręce.
— Co pan tak posmutniał, panie Murek? — zagadnął go po chwili Stawski.
— Bo... bo — opamiętał się — bo dla mnie i to nie rozwiązuje kwestji.
— Jakto nie rozwiązuje?
— A no, przypuśćmy nawet, że dziewczyna rzeczywiście nie potrafi się wydobyć z waszych rąk. Ale z chwilą, gdy przekona się, komu ją wydałem i na jakie życie. Któż jej zabroni wysłać do Polski, do polskiej policji list z doniesieniem?
Sztyfel machnął ręką:
— Najsampierw, to list wysłać też niełatwo jej przyjdzie, a pozatem można zrobić i tak, by ona pana wogóle nie podejrzewała.
— W jaki sposób?
— W prosty. Ten sam Heniek po przyjeździe do Argentyny może zacząć przed nią wyśmiewać się z pana, że niby znaleźliśmy, za przeproszeniem, durnia, żeśmy sami pana w Berlinie zadenuncjowali, by uwolnić się od pana, żeśmy forsę panu zabrali.
— A ona uwierzy?
— Nie bój się pan. Jak pozna, z kim ma do czynienia, to we wszystko najgorsze uwierzy.
Stawski klepnął Murka po ramieniu:
— Możesz pan być spokojny. Już ja to panu po przy-