Strona:Drugie życie doktora Murka (Tadeusz Dołęga-Mostowicz).djvu/300

Ta strona została uwierzytelniona.

ła się, patrząc mu w oczy z taką wdzięcznością, z takiem oddaniem, że aż ścisnęło mu się serce.
— Trzeba te kwiaty włożyć do wody — szepnęła.
Wzięła z krzesła bukiet i, jakby chwiejąc się na nogach, wyszła do łazienki.
Murek właśnie sięgnął po papierosa, gdy rozległ się brzęk rozbitego szkła i ciężki odgłos padającego ciała. Skoczył do drzwi. Na podłodze w łazience leżała Mika, wijąc się z bólu. Z zaciśniętych zębów wydobywało się głuche: — Aaaa... Palcami zagiętemi kurczowo, rozrywała na sobie suknię.
Zrozumiał i, nie tracąc chwili czasu, wybiegł na schody. Przeskakując po kilka stopni, w minutę był już w mieszkaniu o dwa piętra niżej, gdzie — jak wiedział — pozwalano Mice używać telefonu. Na szczęście Lipczyńscy byli w domu. Obiecali natychmiast przyjechać i wszystkiem się zająć.
Gdy Murek wrócił na górę, zastał Mikę nieruchomą. W pierwszej chwili przeraził się, lecz zaraz potem odczuł na przegubie ręki słaby puls i stwierdził:
— Zemdlała.
Bał się jednak podnieść ją z podłogi. Mogło to wywołać nowy atak bólów. Namoczył ręcznik w zimnej wodzie, przyklęknął i ostrożnie zaczął ją cucić. Mika jednak nie odzyskiwała przytomności. Mijały minuty po minutach, a tamci nie przyjeżdżali.
Nareszcie w przedpokoju rozległ się tupot kroków. Pierwszy wpadł Lipczyński ze swoim lekarskim neseserem w ręku. Po chwili wbiegła pani Lipczyńska i nie zdejmując kapelusza, ani futra, zaczęła pomagać mężowi w cuceniu Miki. Zemdloną przenieśli na jej łóżko do drugiego pokoju. Murek usiadł w pierwszym i palił papierosa za papierosem. Wkrótce wpadł do mieszkania doktór Borucki, a niedługo po nim jakaś niemłoda pani z walizką.