Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/255

Ta strona została przepisana.
247
AKT DRUGI. SCENA DRUGA.

Antoniusz. Sam siebie chcesz uwodzić. Brat mój nigdy
O los mój się nie troszczył, znam go dobrze
I mam świadectwo stu przyjaciół wiernych,
Co z tobą broń podnieśli. Czy nie raczej
Chciał wydziedziczyć z władzy mię i ciebie,
I wojnę toczył przeciw mej prawości,
Wiążącej mię z narodem? Listy moje
To ci dowiodły. Jeśli chcesz niezgody,
Nie braknie ci pozorów do zaczepki,
Lecz nie tej treści.
Cezar. Wielbisz się, twą winę
Składając na mój sąd, obrona taka
Tem silniej cię potępia.
Antoniusz. O, bynajmniej.
Wiem, że nie jesteś w stanie, choć wszechwładny,
Tej prawdzie przeczyć, że ja, twój zastępca,
Twój wspólnik w sprawie przeciw nam podjętej,
Nie mogłem chętnie patrzeć na rozruchy
Mój własny mir burzące. Co do Fulwii,
Radbym ci sprawić z duchem jej małżonkę.
Część trzecia świata lejcom twym posłuszna,
Ujeździsz ją, lecz takiej żony nigdy.
Enoharbus. Bodaj nam dostać żonki, w tym zakroju,
By każdy dwójką stanąć mógł do boju!
Antoniusz. Nieposkromione żądze jej, Cezarze,
(Przy pewnej przebiegłości) a wynikłe
Stąd nieporządki, z żalem to wyznaję,
Twój spokój zakłóciły, lecz nie moja
W tem wina.
Cezar. Wszak cię listy moje doszły,
Gdyś w Aleksandryi hulał, do kieszeni
Schowałeś je starannie i z przekąsem
Pozbyłeś się posłańca
Antoniusz. Lecz, Cezarze,
Z nienacka mi się zjawił, przed wezwaniem
I gdy trzech króli goszcząc, już nie byłem
Czem zwykle jestem z rana. Lecz nazajutrz
Odpowiedź dostał, co znaczyło tyle,
Co przeprosiny. Niechże ten pachołek