Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/280

Ta strona została przepisana.
272
ANTONIUSZ I KLEOPATRA.



SCENA TRZECIA.
W Aleksandryi. Pokój w pałacu.
KLEOPATRA, CHARMION, IRAS i ALEKSAS.

Kleopatra. Gdzie jest ten człowiek?
Aleksas. Drży w służbowej sieni.
Kleopatra. Sprowadzić go tu.

(Posłaniec wchodzi).

Aleksas. Najjaśniejsza ksieni,
Sam Herod nie śmie spojrzeć na królowę,
Gdy twarz jej gniewna.
Kleopatra. Ściąć Heroda głowo
I zaraz przynieść: lecz to chęci płoche,
Antoniusz ich nie spełni. — Zbliż się trochę.
Posłaniec. Co, najjaśniejsza pani, —
Kleopatra. Wszak jej imię
Oktawia?
Posłaniec. Tak jest.
Kleopatra. Gdzieś ją widział?
Posłaniec. W Rzymie.
Patrzałem na nią, gdy w odzieniu szarem
Szła między Antoniuszem i Cezarem.
Kleopatra. Słuszniejsza jest odemnie?
Posłaniec. Gdy urośnie.
Kleopatra. A jak też mówi? cicho, czy donośnie?
Posłaniec. Zazwyczaj cicho: modli się i przędzie.
Kleopatra. To nieźle: długo kochać jej nie będzie.
Charmion. O Izys! kochać? nie, to niepodobna.
Kleopatra. Tak myślę, Charmion: cichy głos i drobna! —
Czy ma wspaniały chód? przypomnij sobie,
Królowę przecież znałeś w mej osobie.
Posłaniec. Chód pełzający; stoi lub się rusza,
To raczej piękny trup niż żywa dusza;
Kamienny posąg, jak w Ramzesa krypcie.
Kleopatra. Czyś pewien?
Posłaniec. Lub sie nie znam.
Charmion. Trzech w Egipcie
Nie znajdziesz takich znawców.