Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. III.djvu/291

Ta strona została przepisana.
283
AKT PIERWSZY. SCENA DRUGA.

Falstaf. Dajcie mi szczutka kowalskim młotem, jeśli ja mu zaniosę to pozdrowienie. Nie, nie podobna człowiekowi oddzielić starości od skąpstwa, tak jak młodemu nie podobna oddzielić rozpusty od młodości. Ale jednego z nich bierze za to w swe szczepce podagra, a drugiego słodka medycyna; nie pozostaje mi więc nic do życzenia obu tym ułomnościom. Chłopcze!
Giermek. Jestem.
Falstaf. Ile tam jeszcze pieniędzy w moim worku? Giermek. Sześć groszy i dwa pensy.
Falstaf. Nie ma sposobu przeciw tej samotrawności worka: pożyczka odwleka tylko chorobę, ale złe w sobie pozostaje nieuleczone. Na, zanieś ten list do lorda Lankaster, ten do księcia, ten do hrabiego Westmorland, a ten do mojej starej Mistriss Urszuli, której przysięgam co tydzień, od czasu jakem dostrzegł pierwszych białych włosów w mej brodzie, że się z nią ożenię. Z odpowiedzią wiesz, gdzie mnie masz szukać.

(Giermek wychodzi).

Podagra na tę chorobę, którą we Francyi nazywają neapolitańską, a w Neapolu francuską! i nawzajem francusko-neapolitańska choroba na tę podarge! bo już też koniecznie jedna z tych psotnic musi sobie wycinać tany na moich biednych piszczelach. Ale mniejsza o to, że sobie nieco przychramujemy: czyliż nie mamy za sobą pozoru wojny? Moja wojskową emerytura przynajmniej niczyich kosych oczu ściągać na siebie nie będzie. Prawdziwy dowcip umie skorzystać ze wszystkiego: nawet ze słabości.


SCENA TRZECIA.
York. Pokój w pałacu arcybiskupa.
Wchodzą ARCYBISKUP YORKU, lordowie: HASTINGS, MOWBRAY i BARDOLF.

Arcybiskup. Wiecie już teraz, zacni przyjaciele.
Wszystkie pobudki i sposoby nasze;