Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/165

Ta strona została przepisana.
159
AKT TKZECI. SCENA TRZECIA.

I młode dziewki, skacząc, nucić będą:
„Hektora siostrę pokonał Achilles,
Lecz mężny Ajaks pokonał Hektora.“
Bądź zdrów, przyjaciel to rzekł. Gdy na lodzie
Potknie się głupiec, tobie to dobodzie.

(Wychodzi).

Patroklus. Jak często jam cię zachęcał, Achillu.
Bezwstydna baba z manierami mężczyzn
Nie jest tak wstrętną, jak mężczyzna-baba,
Gdy o czyn idzie. Mnie też łają o to.
Sądzą, że żądzą bojową nie pałam
I że twe względy krępują mi ręce.
Przeto, najdroższy, powstań! Zdejmij z szyi
Ściskającego cię ramię Amora
I niech on pryśnie, jak kropelka rosy
Strząśnięta z głowy lwa.
Achilles. Ajaks z Hektorem?...
Patroklus. Zetrze się, laury zbierze może sute.
Achilles. Widzę, że sława moja zagrożona,
Ze ciężko ranna.
Patroklus. A więc bacz na siebie!
Rana z rąk własnych leczy się najtrudniej!
Przez zaniedbanie tego, co konieczne,
Niebezpieczeństwa otwiera się furtę,
To też nachodzi nas ono, jak febra,
Nawet gdy grzejem się bezczynnie w słońcu.
Achilles. Sprowadź Tersyta, drogi przyjacielu,
Poszlę go do Ajaksa i poproszę,
Niechaj posprasza mi książęta Troi,
Aby po walce spokojnie pomówić:
Trapi mnie chorobliwa chęć, ot, kaprys,
Ujrzeć Hektora w domowem ubraniu,
Mówić z nim, patrzeć mu prosto w oblicze
Aż do sytości. — Patrz, już zostać możesz.

(Wchodzi Tersytes).

Tersytes. Cud prawdziwy!
Achilles. Cóż takiego?
Tersytes. Ajaks kroczy tam i sam po polu, szukając sam siebie.
Achilles. Jak to?