Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/77

Ta strona została skorygowana.
71
AKT CZWARTY. SCENA TRZECIA.

Kat. Idź do niego i wyprowadź go tutaj.
Błazen. Idzie, panie, idzie; słyszę jak chrzęści pod nim słoma.

(Wchodzi Bernardyn).

Kat. Słuchaj, a jest topór na pniu?
Błazen. Wszystko w porządku, panie.
Bernardyn. A, mości kacie, cóż tam nowego?
Kat. Naprawdę, mopanku, wyklepcie swoje pacierze, bo, widzicie, nadszedł wyrok.
Bernardyn. A szubrawcze ty jeden! piłem całą noc — nie jestem na to przygotowany.
Błazen. O, tem lepiej, panie; jeżeli pił całą noc, a rano ma być powieszony, to będzie miał czas wyspać się następnego dnia.

(Wchodzi książę).

Kat. Patrzaj-że waść, idzie twój ojciec duchowny; więc cóż, myślisz waść, że to żarty?
Książę. Wiedziony chrześcijańską miłością, a usłyszawszy, jak prędko trzeba wam pójść na tamten świat, przychodzę pocieszyć was i pomodlić się z wami.
Bernardyn. Mnichu, nic z tego! Piłem na zabój całą noc, potrzebuję też więcej czasu, aby się przygotować; chyba mi łeb drągami rozwalą; nie zgodzę się na to, aby umierać już dzisiej, to pewno.
Książę. O, musisz waść; i dlatego proszę was, pomyślcie o podróży, która was czeka.
Bernardyn. Przysięgam, że nikt mnie nie przekona, abym miał umrzeć dzisiaj.
Książę. Ale słuchajcie —
Bernardyn. Ani słowa, jeżeli macie mi coś do powiedzenia, to przyjdźcie do mnie do celi, bo dzisiaj z niej się nie ruszę.

(Wychodzi).
(Wchodzi profos).

Książę. O, zatwardziałe serce! ni do życia
Ani do śmierci!... Na pień go prowadźcie.

(Wychodzą kat i błazen).

Profos. Więc w jakim stanie znaleźliście więźnia?