Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. VII.djvu/88

Ta strona została przepisana.
80
KUPIEC WENECKI.

Chciej mu to pan oznajmić i bądź łaskaw
Temu młodemu człowiekowi wskazać
Mieszkanie żyda Szajloka.
Gracyano. Najchętniej,
Neryssa. (do Porcyi). Mam jeszcze panu coś do powiedzenia.

(Po cichu).

Zobaczę, czy mi nie uda się także
Od mego męża wyłudzić obrączki,
Które na wieki przysiągł mi zachować.
Porcya. Że ci się uda, ręczę. Tożto będzie
Dopiero zaklęć szumnych i ognistych,
Ze te pierścionki przeszły do rąk mężczyzn;
Ale my fałsz im zadamy dowodnie.
Idź, a pospieszaj: wiesz, gdzie się zejść mamy.
Neryssa. Bądź pan tak grzeczny pokazać mi drogę.

(Wychodzą).



AKT PIĄTY.

SCENA PIERWSZA
Belmont. Aleja przed pałacem Porcyi.
LORENCO i JESSYKA.

Lorenco. Jak śliczny księżyc! W takąto noc jasną,
Gdy luby wietrzyk zlekka liść całował,
Nie czyniąc szumu, w takąto noc pewnie
Troilus niegdyś stał na murach Troi,
I duszę swoją w westchnieniach posyłał
Ku obozowi Greków, gdzie Kressyda
We śnie leżała.
Jessyka. W takąto noc Tisbe
Lękliwą stopą otrząsała rosę;