Strona:Dzieła Williama Shakspeare II tłum. Hołowiński.djvu/101

Ta strona została przepisana.
91
AKT CZWARTY.

Nigdy nie postały w przyrodzeniu mém;
Krzywom nie przysięgał, kobiet ani znam,
Nawet mej własności ledwie pragnąc śmiém;
Gardzę, choćby z czartem, zdradą, anim złamał
Kiedykolwiek wiarę; prawdę kocham tak,
Jak i życie moje: pierwszym raz w tém skłamał,
Com osobie mówił: siebie i co mam
Na twój i ojczyzny rozkaz chętnie dam;
Przed przybyciem twem już tysięcy dziesięć
Mężnych wojowników stary Siward wódz
Ma na pogotowiu do wtargnienia w kraj:
Teraz pójdziem razem. Tylko, Boze, daj
Dobry los jak sprawa! Czegóż milczysz tak?

MAKDUFF.

W jednéj chwili miłą i nie miłą myśl
Trudno razem zgodzić.

Wchodzi LEKARZ.
MALKOLM.

Dobrze, o tém później. — Czy dziś wyjdzie król?

LEKARZ.

Wyjdzie, bo nieszczęsnych słabych czeka mnóstwo,
Aby ich uzdrowił; żaden lek tym biédnym
Już niezdoła pomodz; lecz dotknięciem jedném,
Taką laskę dało jego rękom Bóstwo,
Wraca wszystkim zdrowie.

MALKOLM.

Dzięki ci, lekarzu:

(wychodzi Lekarz).
MAKDUFF.

I na jakąż słabość leczy?