Strona:Dzieła Williama Shakspeare II tłum. Hołowiński.djvu/114

Ta strona została przepisana.
104
MAKBET.

Wtedy strach mię splami. Malkolm co za człek?
Wszak z niewiasty zrodzon. Duchy, które znają
Przyszłość śmiertelników, powiedziały mnie:
Niechaj Makbet nie drży, człek z niewiasty zrodzon,
Nie owładnie tobą. Niech więc zmienne Tany
Biegną do Anglików podłych Epikurów;
Serce, które noszę, myśli, którą władnę,
Żaden strach nie wstrzęsie, wątpliwości żadne.

(wchodzi sługa).

Niech cię zczerni czart, łotrze mlécznéj twarzy,
Skąd ten gęsi wzrok?

SŁUGA.

Jest tysięcy dziesięć.

MAKBET.

Gęsi, podły?

SŁUGA.

Wojska.

MAKBET.

Idź i naszczyp twarz i poczerwień trwogę,
Blady tchórzu. Jakież wojsko to, trefnisiu?
Śmierć na twoję duszę! w tej kredzianej cerze
Wzbudzisz drugim strach. Jacyż to żołnierze?
Serwatczana twarzy!

SŁUGA.

Siła zbrojna Anglów.

MAKBET.

Precz mi z twarzą! — Sejton! — Jestem chory w sercu,
Kiedy patrzę — Sejton, mówię! — Taki cios
Lub mię zepchnie teraz, lub rozjaśni los.
Dosyć długo żyłem, dzisiaj zaszedł człek