I, matko boska! piękna dziecina
Krzyczeć przestała i rzekła — Tak:
Patrzcie co może żart przyzwoity!
Ręczę, chociażbym tysiąc lat żyła,
Zawsze to wspomnę; nie także, mówił,
Zmilkłszy błazenek powiedział — Tak.
Dosyćże tego; ucisz się, proszę.
Dobrze, nie mogę jednak się nie śmiać.
Myśląc jak rzekła umilkłszy — Tak:
Jednak zaręczam miała na czole
Guz wielki, jakby grzebień kogutka;
Cios był okropny; bardzo krzyczała.
Jakto, powiedział, na twarz upadłaś?
Na wznak upadniesz kiedy wyrośniesz;
Nie także? rzekła umilkłszy — Tak.
Dość tego tak, proszę cię, mamko.
Właśnie skończyłam. Bóg niech ci szczęści
Z dzieci najmilsza jakie karmiłam:
Obym dożyła widziéć zamężną,
Więcéj nic nie chcę.
Właśnie zamężcie tema prawdziwe
Mojéj rozmowy: — Powiédz mi, Julko,
Czybyś życzyła zostać zamężną?
Honor, o którym nigdy nie marzę.