Strona:Dzieła Williama Shakspeare I tłum. Hołowiński.djvu/285

Ta strona została przepisana.
275
AKT DRUGI.
MAMKA.

Jeżeli pan jesteś Romeo, tobym chciała sam na sam chwilkę z nim pomówić.

BENWOLIO.

Pewnie go zaprasza na jaki wieczór.

MERKUCIO.

Koczotka, koczotka! Na ta, tu!

ROMEO.

Cóżeś natrafił?

MERKUCIO.

O, nie sarneczkę, ale starą, spleśniałą zwierzynę, której nie zjesz, bo niestrawna; słuchaj dam ci receptę.

Nie pij po rybie wody,
Po kapuście wina:
Nie chodź do staréj baby,
Kiedy jest dziewczyna.

Romeo będziesz u twego ojca? tam przyjdę na obiad.

ROMEO.

Będę.

MERKUCIO.

Żegnam starożytną panią; bywaj mi zdrowa pani, pani, arcypani.

(wychodzą Merkucio i Benwolio.)
MAMKA.

O, ruszaj sobie z Bogiem! — Proszę pana co to za bezczelny człowiek, taki pełny łotrostwa?

ROMEO.

Człowiek, mamko, co lubi pleść, aby go słuchano; i powie więcéj w jednéj minucie, jak może zdać rachunek z tego przez cały miesiąc.