Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 1.djvu/286

Ta strona została skorygowana.
SCENA II.
Obóz buntowników.
(Wchodzą: Worcester i Vernon).

Worcest.  Nie, synowcowi nie możem powtórzyć
Wspaniałomyślnych królewskich przyrzeczeń.
Vernon.  Trzebaby jednak.
Worcest.  To będzie nam zgubą.
Podobnaż, aby król słowa dotrzymał,
W sercu nam chował miłości uczucie?
W ciągłem nas będzie trzymał podejrzeniu,
I stare grzechy skarci w nowym błędzie.
Nieufność jego ócz mu doda tysiąc,
Bo zdradzie człowiek ufa jak lisowi,
Co choć pieszczony, choć ułaskawiony,
Swoich pradziadów chytrości nie zabył.
Oblicza wyraz smutny czy wesoły
Zawsze nam na złe wytłómaczą widze;
Będziem jak woły na tuczy w oborze,
Tym śmierci bliższe, im lepiej karmione.
Błędów synowca może być wymówką
Młodości ogień, krwi jego gorącość,
Przezwiska nawet jego sam przywilej,
Szalony Hotspur, sługa swych kaprysów.
Wszystkie więc jego spadną przewinienia
Na ojca jego i na moją głowę;
My go chowali, z nas przewrotność czerpał;
Wszystkiego twórcy, zapłacim za wszystko.
Tak więc, kuzynie, na wszelki przypadek,
Niech Henryk nie wie o króla ofiarach.
Vernon.  Powiedz co zechcesz, ja wszystko potwierdzę.
Właśnie nadchodzi.

(Wchodzą: Hotspur, Douglas, za nimi oficerowie i żołnierze).

Hotspur.  Mój stryj widzę wrócił.
Puśćcie swobodnie lorda Westmoreland.
Co za nowiny?
Worcest.  Król nam bitwą grozi.