Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 1.djvu/387

Ta strona została przepisana.

Z moich spółczesnych niejeden mógł łatwo
Zrobić mi wyrzut, że mi do niej pomógł;
Stąd ciągłe spiski i krwawe rozterki
Zakłócające zwodniczą spokojność.
Śród niebezpieczeństw przytłumiłem bunty;
Me panowanie było tylko sceną
Ciągłych jednego przemian widowiska.
Dziś, z moją śmiercią, wszystko się przemieni.
Co we mnie było wątpliwym nabytkiem,
Schodzi na ciebie sprawiedliwszą drogą:
Włożysz na głowę dziedziczną koronę.
Lecz choć na tronie odemnie pewniejszy,
Chwiejesz się jeszcze, bo świeże są żale.
Mym przyjaciołom, których ci zostawiam,
Niedawnom wyrwał zęby i pazury.
Na tron wniesiony groźną ich pomocą,
Spaść z niego mogłem potęgi ich dziełem;
Dla mej obrony, musiałem zgnieść jednych,
A drugich chciałem wieść do Ziemi Świętej,
By długi pokój myśli im nie poddał
Zbyt ściśle władzy mej podstawy badać.
I ty Henryku, w sąsiedzkich rozterkach
Wynajdź zajęcie dla burzliwych myśli;
Wojenna praca na dalekich brzegach
Wszystkie pamiątki dni minionych zatrze.
Chciałbym ci więcej mówić, lecz pierś słabnie,
I na mych ustach konają mi słowa.
Com grzesznie zyskał, niech mi Bóg przebaczy,
Tobie w pokoju niech zachować raczy!
Ks. Henr.  Coś wziął, utrzymał, zostawił mi, panie,
Z prawa jest mojem i mojem zostanie,
I choć się na mnie świat cały sprzysięże,
Prawem mem silny świat cały zwyciężę.

(Wchodzą: książę Jan z Lancastru, Warwick, panowie i inni).

Król Henr.  Patrz, patrz, przybywa syn mój, Jan z Lancastru.
Ks. Jan.  Zdrowie i pokój i szczęście królowi!
Król Henr.  Szczęście i pokój przynosisz mi, synu,
Lecz od nagiego, uschłego pnia tego