Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 1.djvu/65

Ta strona została przepisana.

By Jan się ostał, Artur musi upaść:
Niechże tak będzie, skoro tak być musi.
Ludwik.  Lecz cóż ja zyskam na śmierci Artura?
Pandulf.  Wszystkich Artura praw możesz dochodzić
Jako dziedzictwa żony twojej, Blanki.
Ludwik.  I życie stracić, jak Artur, i wszystko.
Pandulf.  Jakżeś ty młody na tym starym świecie!
Tobie czas służy i Jan knuje spiski.
Kto w krwi niewinnej bezpieczeństwa szuka,
Krwawe i zwodne znajdzie bezpieczeństwo.
Ten czyn oziębi serca jego ludów,
Zmrozi ich zapał; z radością też przyjmą
Wszystko, co jego zagrozi koronie.
Wszystkie zwyczajne na niebie wyziewy,
Wszystkie powszednie zjawiska natury,
Burze i wiatry, codzienne wypadki,
Wszystkie obedrą z naturalnych przyczyn,
Dadzą im nazwę cudów, meteorów,
Potwornych znaków, niebieskich języków
Głośno mówiących o pomście na Janie.
Ludwik.  Lecz jeśli życie Artura oszczędzi,
W jego więzieniu znajdzie bezpieczeństwo?
Pandulf.  Na pierwsze wieści o twojem zbliżeniu,
Gdyby żył Artur, umrze niezawodnie.
Jan straci serce wiernego dziś ludu,
Który w nieznanej pokocha się zmianie,
A z palców Jana skrwawionych wyciśnie
Silną truciznę buntu i wściekłości.
Już mi się zdaje, że ten zamęt widzę.
Lecz jak się lepiej od słów mych dla ciebie
Sprawa ta składa! Teraz właśnie w Anglii
Bękart Faulconbridge kościoły odziera
Bezbożną ręką; gdyby się tam zjawił
Tuzin Francuzów, jak wab’by przyciągnął
Dziesięć tysięcy orężnych Anglików;
Jak mała śniegu tocząca się bryłka
Wkrótce w olbrzymią zmieniłby się górę.
Idźmy do króla, szlachetny Delfinie.