Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 1.djvu/79

Ta strona została przepisana.

Salisbury.  Śpieszmy natychmiast, bo nim go spotkamy,
Dwa dni długiego potrzeba nam marszu.

(Wchodzi Bękart).

Bękart.  Rad was spotykam powtórnie, panowie.
Król przez me usta wzywa was do siebie.
Salisbury.  Król z nas się wyzuł, nie mamy też chęci
Podszywać jego poplamionej sukni
Czystym honorem naszym, iść za stopą
Zostawiającą krwawe wszędzie ślady.
Idź mu to powiedz; wiemy co najgorsze.
Bękart.  Co bądź myślicie, zawsze dobre słowo
Byłoby lepsze.
Salisbury.  Boleść tylko nasza,
Nie nasza grzeczność rozumuje teraz.
Bękart.  W boleści waszej mało jest rozumu;
Trochę grzeczności byłoby rozumem.
Pembroke.  Ma swoje prawa niecierpliwość, panie.
Bękart.  To prawda — krzywdzić swego posiadacza.
Salisbury.  Oto więzienie. (Spostrzega Artura).
Kto leży na ziemi?
Pembroke.  O śmierci, dumna książęcą pięknością!
Skryć czyn podobny ziemia niema lochu.
Salisbury.  Mord, jakby własną brzydzący się zbrodnią,
Nie zatarł śladu, by zemstę wywołać.
Bigot.  Lub przeznaczając piękność tę do grobu,
Znalazł ją nazbyt dla grobu kosztowną.
Salisbury  (do Bękarta). Co myślisz, panie? Czyś widział, czyś czytał,
Czyś słyszał? albo czy mogłeś pomyśleć?
Lub widząc nawet, czy wierzysz, że widzisz?
Czyja myśl zdolna, bez tego widoku,
Stworzyć podobny? To szczyt, to wierzchołek,
To czub jest czuba na herbie morderstwa.
Hańba najkrwawsza, srogość to najdziksza,
Czyn najpodlejszy, który kiedykolwiek
Wściekłość, z obłędną od szału źrenicą,
Ofiarowała łzom czułego żalu.
Pembroke.  Wszystkie poprzednie mord ten uniewinnia;
Mord ten jedyny, mord nieporównany,