Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 1.djvu/82

Ta strona została przepisana.

Bękart.  Słuchaj, Hubercie, jesteś potępieńcem
Tak czarnym — czarnym — nic nie jest tak czarne;
Od Lucypera głębiej będziesz w piekle;
Niema od ciebie szpetniejszego dyabła,
Jeśliś to dziecko zabił.
Hubert.  Na mą duszę —
Bękart.  Jeżeliś tylko na ten czyn przyzwolił;
Rozpaczaj teraz; jeżeli chcesz stryczka,
Najcieńsza nitka, którą pająk z łona
Swojego wysnuł, za stryczek ci stanie;
Na źdźble sitowia możesz się powiesić;
Albo, jeżeli utopić się wolisz,
Kropelkę tylko wody wpuść do łyżki,
A jak ocean starczy nieskończony
Na uduszenie nikczemnego zbójcy. —
W wielkiem, Hubercie, mam cię podejrzeniu.
Hubert.  Jeśli uczynkiem, przyzwoleniem, myślą,
Stałem się winnym wydarcia oddechu
W tej pięknej glinie niegdyś zamkniętego,
Niech piekło nie ma dość dla mnie męczarni!
Gdym go opuścił, zdrów był.
Bękart.  Weź te zwłoki.
Zda się, żem drogę stracił odurzony
Śród niebezpieczeństw i śród cierniów świata.
Jak łatwo całąś Anglię podniósł z ziemi!
Z tych niemych resztek zmarłej królewskości
Życie i prawo całego królestwa,
I wiara spoinie do nieba uciekły.
Zostało Anglii kłócić się i walczyć,
Szarpać zębami wielkiego królestwa,
Bez pana teraz, dumne niegdyś resztki.
O ogryzioną kość dziś majestatu
sy wojny gniewne najeżają kudły,
Warczą w oblicze słodkiego pokoju,
Dziś moc zewnętrzna i wewnętrzne kłótnie
W jedno się zlały, a zamęt bez końca,
Jak stado kruków nad upadłem zwierzem,