Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 10.djvu/32

Ta strona została skorygowana.
—   22   —

Rozalinda.  Ojciec mój kochał Rolanda jak duszę,
A świat uczucia ojca mego dzielił.
Gdybym wiedziała, że to syn Rolanda,
Łezbym strumieniem błagała go wprzódy,
Nimby rozpoczął niebezpieczną walkę.
Celia.  Idźmy, kuzynko, idźmy szermierzowi
I podziękować i otuchy dodać,
Bo twarde słowa mojego rodzica
Serce mi krwawią. Dzielnieś się pokazał:
Jeśli w miłości obietnic dotrzymasz,
Jak je w zapasach dzisiaj prześcignąłeś,
Szczęśliwa będzie przyszła twa kochanka.
Rozalinda  (daje mu łańcuszek, który zdjęła z szyi).
Noś to, młodzieńcze, na moją pamiątkę.
Gdyby fortuna wierniejszą mi była,
Więcejbym dała; lecz nie mam nic więcej.
Idźmy, kuzynko.
Celia.  Bądź zdrów, młody panie.
Orlando.  Nie mogęż nawet powiedzieć: dziękuję?
Lepsza mnie cząstka leży powalona,
A co zostało, drzewem jest bez życia.
Rozalinda.  On woła na nas. Z fortuną uciekła,
I moja duma. Spytam, czego żąda.
Czy nas wołałeś? Walczyłeś jak rycerz,
I pokonałeś więcej, niż twych wrogów.
Celia.  Czas iść kuzynko.
Rozalinda.  Jedno jeszcze słowo.
Bądź zdrów, młodzieńcze! niech Bóg będzie z tobą!

(Wychodzą: Rozalinda i Celia).

Orlando.  Jakaż namiętność język mi związała?
Chciała rozmawiać, jam słów znaleźć nie mógł.

(Wchodzi Le Beau).

Biedny Orlando! zwyciężył cię, widzę,
Karol, lub słabszy od Karola szermierz.
Le Beau.  Przychodzę dać ci przyjacielską radę:
Uciekaj śpiesznie; bo choć zasłużyłeś
Na chwałę, miłość, na poklaski ludu,
Umysł książęcy w takim dzisiaj stanie,