Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 12.djvu/99

Ta strona została skorygowana.
—   89   —

Księżnicz.  Teraz przyjmijcie nasze pożegnanie.
Król.  Nie, pani, pozwól, że cię odprowadzim.
Biron.  Nie tak się nasze dziś kończą nadzieje,
Jak się to zwykle w starych sztukach dzieje:
Maciek nie dostał swej Kasi. O, damy!
Wasza to wina, że koniec ten samy
Z naszego żartu komedyi nie zrobił.
Król.  Cierpliwość! za rok wróci nam wesele.
Biron.  Jak na komedyę rok — trochę za wiele.

(Wchodzi Armado).

Armado.  Słodki majestacie, dozwól mi —
Księżnicz.  Czy to nie Hektor?
Dumain.  Waleczny rycerz trojański.

Armado.  Przychodzę ucałować twoje królewskie palce i pożegnać cię. Idę dopełnić ślubu. Ślubowałem Żakienecie, że dla słodkiej jej miłości przez trzy lata będę chodził za pługiem. Ale czy zechcesz, najdostojniejszy monarcho, wysłuchać dyalogu ułożonego przez dwóch uczonych mężów na pochwałę sowy i kukułki? Miał to być koniec naszego widowiska.
Król.  Przywołaj ich co żywo, gotowi jesteśmy słuchać.
Armado.  Hola! przybywajcie!

(Wchodzą: Holofernes, Nataniel, Ćma, Łepak i inni).

Armado.  Armado. Po tej stronie jest Hiems, zima, a po tamtej Ver, wiosna; pierwsza trzyma stronę sowy, druga kukułki. Ver, zaczynaj.

Pieśń.

Wiosna.  Kiedy rzeżuchy srebrzyste kwiaty,
Modre fiołki i pstre stokrocie,
I jaskier cały błyszczący w złocie
Haftują łąkom bogate szaty,
Wtedy kukułka z każdego drzewa
Śmieje się z mężów, kiedy im śpiewa
Kuku!
Kuku! trwogę bladą miota
Przed wszystkich żonatych wrota.