Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 2.djvu/318

Ta strona została uwierzytelniona.

Rumaka dosiąść przybyłem mu w pomoc;
Trzy razy piersią go mą osłoniłem,
Uprowadzając z zamętu, błagałem,
By na tem skończył, lecz zawszem go spotkał
Tam, gdzie na placu bój wrzał najgorętszy.
Jak w skromnym domu bogate obicie,
Błyszczała wola w słabem jego ciele.
Lecz patrz, szlachetny przybliża się rycerz.

(Wchodzi Salisbury).

Salisbury.  Na moją szablę, dobrześ się dziś sprawił,
Jak się dziś wszyscy sprawiliśmy dobrze.
Dzięki, Ryszardzie! Bóg wie tylko jeden,
Jak długo jeszcze na ziemi mam zostać;
Za jego wolą trzykroć w tej potrzebie
Śmierć odstraszyłeś wiszącą nade mną.
Ale co mamy, nie jest jeszcze nasze;
Nie dość że z pola pierzchnął nieprzyjaciel,
Bo mu nie trudno nowe zebrać siły.
York.  W pogoni nasze leży bezpieczeństwo,
Bo do Londynu król śpieszy, jak mówią,
Ażeby zwołać parlament co prędzej.
Śpieszmy, nim wici potrafi rozesłać.
Lordzie Warwicku, jakie twoje zdanie?
Warwick.  Za nim, lub przed nim, jeśli wydołamy,
Dzień to był świetny, na moją prawicę!
Bitwa Saint Alban’s przyszłym pokoleniom
O chwale księcia York będzie świadczyć.
Więc do Londynu co sił starczyć może;
Więcej dni takich daj nam Panie Boże!

(Wychodzą).