Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 2.djvu/48

Ta strona została skorygowana.

Paź.  A krzyczał jednak, i powiedział, że wszystkie były wcielonemi dyablicami.
Żwaw.  Nie lubiał on cielistego koloru; kolor ten był mu przeciwny.
Paź.  Powiedział jednego razu, że go dyabli porwą za kobiety.
Żwaw.  To prawda, że czasami był szorstki dla kobiet, ale tylko kiedy był rumatyczny, a wtedy gadał o babilońskiej wszetecznicy.
Paź.  A czy pamiętacie, jak widząc pchłę siedzącą na nosie Bardolfa, powiedział, że to była czarna dusza w piekle gorejąca?
Bardolf.  Dobrze, dobrze; wypaliło się już drzewo, które ten ogień podsycało; i pomyśleć, że to jest całe bogactwo, które na jego służbie zebrałem.
Nym.  Czy ruszamy w drogę? Król wypłynie z Southampton.
Pistol.  Idźmy! — Kochanko, daj mi twoje usta;
Strzeż ruchomości i nieruchomości;
Rządź się rozsądkiem; niech twem będzie hasłem:
„Pij, lecz wprzód zapiać;“ nie ufaj nikomu,
Słomą przysięgi ludzkie, a opłatkiem
Ludzka jest wiara; moja gołąbeczko,
Pies to najlepszy, co się wabi Łapaj;
A więc caveto niech twym będzie rajcą.
Teraz idź z Bogiem! Rozjaśń twe kryształy.
A my, do Francyi, towarzysze broni!
Bądźmy, koledzy, jak końskie pijawki:
Ssać, do ostatniej ssać ich krwi kropelki.
Paź.  Ale to niezdrowy pokarm, jak powiadają.
Pistol.  Dotknijcie delikatnych jej ustek, i marsz!
Bardolf.  Bądź zdrowa gospodyni! (całuje ją.
Nym.  Ja pocałować nie mogę, i to jest sens moralny mojej historyi; ale bądź zdrowa!
Pistol.  Pokaż się dobrą gospodynią; miej oko na wszystko, to ci nakazuję.
Żwaw.  Szczęśliwa droga! Bądźcie zdrowi!

(Wychodzą).