Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 3.djvu/287

Ta strona została przepisana.

Tam wielką sprawę pod sąd wasz weźmiecie.
Zajmij się godnem sali przyrządzeniem.
Jakiż uczciwy nie płakałby człowiek,
Tracąc tak słodką łoża towarzyszkę?
Ale sumienie! Ten robak, sumienie,
Toczy mi serce! Muszę ją opuścić. (Wychodzą).

SCENA III.
Przedpokój apartamentu królowej.
(Wchodzą: Anna Bullen i podeszła dama).

Anna.  Ani dlatego. Ta troska mię dręczy.
Król czas tak długi żył w jej towarzystwie,
Ona tak dobra, że niema języka,
Coby mógł o niej złe powiedzieć słowo,
Bo zły uczynek zawsze był jej obcy.
A dziś, po tylu słońcach panowania,
Po majestatu i korony pompach,
(W których utracie stokroć większa gorycz,
Niżeli była słodkość przy nabyciu)
Po tylu latach dziś tak ją odpychać!
Tygrysby nawet zapłakał z litości.
Dama.  Najtwardsze serca miękną na myśl o niej.
Anna.  O, Boże! stokroć lepiej dla niej było
Pompy tej nie znać, bo choć to światowa,
Gdy ją fortuny krwawy cios wydziera,
To boleść równa jest konania mękom.
Dama.  Ach, biedna pani! Znów jest cudzoziemką.
Anna.  Tem więcej godną naszego współczucia.
Przysięgam, lepiej pod strzechą się rodzić,
Wesołe życie w niedostatku pędzie,
Niż się jaskrawym smutku pysznie blaskiem,
Złotą tęsknotę w sercu swojem nosić.
Dama.  Zadowolnienie, to nasz skarb najlepszy.
Anna.  Na moją wiarę, na moje dziewictwo,
Za nic królową nie chciałabym zostać.
Dama.  A jabym chciała, i kosztem dziewictwa,