Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 3.djvu/345

Ta strona została skorygowana.
SCENA IV.
Plac.
(Wchodzą trębacze, trąbiąc; za nimi dwóch Aldermanów, lord Mer, Podwiązka, Cranmer, książe Norfolk z laską marszałkowską, książe Suffolk, dwóch panów niosących wielkie miednice z chrzestnemi podarunkami; następnie czterech panów niosących baldachim, pod którym księżna Norfolk, chrzestna matka, niesie dziecię ubrane w bogaty płaszcz i t. d. Ogon jej sukni niesie dama, za którą postępuje markiza Dorset, druga chrzestna matka, i damy. Orszak przechodzi scenę, a Podwiązka mówi):

Podw.  W twojej nieskończonej dobroci, o Boże! daj długie życie, szczęście i pomyślność wysokiej i potężnej księżniczce Anglii, Elżbiecie!

(Przy odgłosie trąb wchodzi Król z orszakiem).

Cranmer  (klękając). W mojem, w szlachetnych razem kmotr imieniu,
Za ciebie, królu, za dobrą królowę
Zanoszę modły, aby Bóg wam raczył
W tem pięknem dziecku zesłać wszelką radość,
Którą w dobroci swej rodzicom chowa!
Król Henr.  Arcybiskupie, przyjmij moje dzięki!
Jakie jej imię?
Cranmer.  Elżbieta.
Król Henr.  Wstań lordzie (całuje dziecko).
Przyjm z tym całunkiem me błogosławieństwo.
Niech Bóg cię strzeże! W dłoń Jego opatrzną
Życie twe składam.
Cranmer.  Amen!
Król Henr.  Moje kumy,
Zbytniej szczodroty dałyście dziś przykład,
Dziękuję z serca, za wzorem też waszym
Pani ta pójdzie, byle nam urosła.
Cranmer.  Pozwól mi teraz, królu, wypowiedzieć
Słowa, przez samo natchnione mi niebo;
Niech nikt nie myśli, że to czcze pochlebstwo,
Bo czas je sprawdzi. Królewskie to dziecię,
(Które w swej pieczy niechaj trzyma niebo!)