Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 3.djvu/53

Ta strona została przepisana.

Tak pod kopytem parskających koni,
We krwi brodzących po same pęciny,
Wyzionął ducha waleczny bohater.
Warwick.  To niech się naszą krwią ziemia upije!
Zabiję konia, bo nie chcę uciekać.
Czemuż stoimy, jak słabe niewiasty,
Gdy wróg szaleje, strat swych opłakując;
Jakby tragedya, dla naszej zabawy,
Była nam graną przez płatnych aktorów?
Tu, na kolanach przed Bogiem ślubuję,
Że nie wypocznę, że się nie zatrzymam,
Aż, lub me oczy śmierci zamknie ręka,
Albo skosztować zemsty mi da słodkiej.
Edward.  Warwicku, z tobą uginam kolano,
I jednym ślubem duszę z tobą wiążę.
Zanim oderwę kolano od ziemi,
Wznoszę do ciebie ręce, oczy, serce,
O, ty co trony wznosisz i obalasz!
Jeśli jest taka święta twoja wola,
By wrogów łupem ciało moje było,
Śpiżowe niebios wrota racz otworzyć,
Mej grzesznej duszy pozwól je przestąpić!
Żegnam was teraz, aż się znów zobaczym,
Jak Bóg dozwoli, w niebie lub na ziemi.
Ryszard.  Daj mi dłoń, bracie. Drogi mój Warwicku,
Niech cię tem słabem uścisnę ramieniem,
Łzy po raz pierwszy po mej ciekną twarzy,
Widząc jak zima naszą wiosnę warzy.
Warwick.  Bądźcie mi zdrowi raz jeszcze. Do boju!
Jerzy.  Idźmy raz jeszcze do naszych zastępów,
Niechcącym walczyć pozwólmy uciekać,
A chętnym dajmy zbawców naszych imię;
Tryumfującym przyrzeczmy nagrody
Jakby zwycięzcom igrzysk Olimpijskich;
Może to wskrzesi męstwo konające,
Bo jeszcze świeci nadziei nam promyk.
A więc do boju! nie marnujmy czasu!

(Wychodzą).