Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 3.djvu/62

Ta strona została przepisana.
AKT TRZECI.
SCENA I.
Las na północy Anglii.
(Wchodzi dwóch leśniczych z łukami w ręku).

1 Leśniczy.  W tej się gęstwiny ukryjemy cieniu,
Bo tą polanką jelenie pociągną;
Z naszej zasadzki wypuścimy strzały
Na rogatego trzody przewodnika.
2 Leśn.  Na wzgórze pójdę, aby strzelić razem.
1 Leśniczy.  To być nie może, bo chrzęst twojej kuszy
Trzodę przestraszy i strzał mój zmarnuje.
Stąd do jednego razem strzelim byka.
Aby czekania nudy rozweselić,
Opowiem, co mi zdarzyło się kiedyś
Na stanowisku, które mamy zająć.
2 Leśn.  Ktoś idzie, stańmy, póki nas nie minie.

(Wchodzi król Henryk przebrany, z książką do nabożeństwa w ręku).

Król Henr.  Miłość jedynie z Szkocyi mnie wygnała,
Bym kraj mój tkliwem powitał spojrzeniem.
Lecz ach! Henryku, nie twoja to ziemia;
Berło za ciebie kto inny dziś nosi,
Starł z twego czoła balsam namaszczenia.
Nikt cię dziś królem z pokorą nie nazwie,
Po sprawiedliwość nie przyjdzie do ciebie,
Nikt cię nie wezwie na swych krzywd mściciela.
Niezdolny siebie, mogęż innych bronić?
1 Leśniczy.  Strzelca fortuną zwierza tego skóra.
To król nasz quondam, pojmać go nam trzeba.
Król Henr.  Lecz chętnem sercem przyjmuję niedolę,
Bo taka wszystkich mędrców mądra rada.
2 Leśn.  Nie traćmy czasu, rzućmy się na niego.
1 Leśniczy.  Poczekaj, jeszcze chwilę go słuchajmy.
Król Henr.  We Francyi szuka posiłków królowa;