Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 4.djvu/38

Ta strona została skorygowana.
—   28   —

Zawdzięczę wam tę miłość. Bądźcie zdrowi!
A na tarasie zobaczę się z wami
Koło dwunastej.
Wszyscy.  Przyjmij nasze służby.
Hamlet.  Nie, miłość waszą, jak wy miłość moją.

(Horacyo, Marcellus, Bernardo wychodzą).

Ojca duch zbrojny! To mi zapowiada
Czyn jakiś czarny. Bodaj noc już była!
Milcz, czekaj, duszo! Zbrodnia utajona
Na dzień wystąpi tajnych potęg siłą,
Choćby ją ziemi brzemię osłoniło (wychodzi).


SCENA III.
Pokój w domu Poloniusa.
(Wchodzą: Laertes, Ofelia).

Laertes.  Rzeczy me poszły na statek; bądź zdrowa!
A, siostro, kiedy wiatr będzie pomyślny,
Gdy znajdziesz statek gotowy, pamiętaj
Napisać do mnie.
Ofelia.  Alboż wątpisz o tem?
Laertes.  Co do Hamleta i jego zalotów,
Bierz to za modę i krwi przywidzenie;
Fiołek w wiośnie natury rozwity,
Wczesny, nietrwały, słodki lecz znikomy,
Na chwilę wonią tchnący — i nic więcej.
Ofelia.  Jakto? nic więcej?
Laertes.  Nie myśl, by co więcej.
Natura, rosnąc, nietylko się wzmaga
W żyły i ciało, ale z tą świątynią
Wewnętrzna służba umysłu i duszy
Rośnie zarazem. Może kocha teraz,
Może ni plama, ni podstęp nie hydzą
Dziś jego uczuć; lecz zważ jego wielkość,
Myśl, że nie jego własną jego wola,
Bo on jest rodu swego niewolnikiem,
Nie może śladem nieznanego tłumu