Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 4.djvu/39

Ta strona została skorygowana.
—   29   —

Sam sobą rządzić. Wybór jego niesie
Całego kraju zdrowie i zbawienie;
Dlatego, wybór jego ogranicza
Wielkiego ciała, którego on głową,
Głos i przystanie. Mówi, że cię kocha;
Twa mądrość niechaj o tyle mu wierzy,
O ile w sferze swej i sile zdoła
W czyn zmienić słowo, co o tyle może,
O ile z Danii głosem się to zgadza.
Więc zważ, twój honor ile stracić może,
Jeśli zbyt chętnie pieśni jego słuchasz:
Stracisz swe serce, otworzysz skarb czysty
Niepowściągnionej jego natrętności.
O, strzeż się tego, Ofelio, ma siostro,
Chroń się, hamując uczuć twych popędy,
Od niebezpieczeństw i postrzałów żądzy!
Dość jest rozrzutne najskromniejsze dziewczę,
Gdy księżycowi odsłania swą piękność.
Potwarczych ciosów cnota nie unika.
Robak zbyt często wiosny toczy dzieci,
Nim jeszcze mogą pączki swe rozwinąć;
A śród poranków i rosy młodości
Mgły zaraźliwe najniebezpieczniejsze.
Bądź więc ostrożną: w trwodze bezpieczeństwo;
Bo młodość sama w sobie bunt wywoła,
Gdy wszystko zda się spokojne do koła.
Ofelia.  Treść twojej rady zatrzymam w pamięci
Jak stróżów serca. Lecz, dobry mój bracie,
Nie wskazuj palcem, jak zły kaznodzieja,
Ciernistej ścieżki wiodącej do nieba,
Gdy sam, rozpustnik bez cugla i miary,
Gonisz po drogach kwiecistej rozkoszy,
Z kazań swych szydząc.
Laertes.  O, bądź bez obawy!
Ale czas tracę. Otóż i mój ojciec. (Wchodzi Polonius).
Podwójną łaską dwa błogosławieństwa,
Los mi to szczęście podwójne nadarza.
Polonius.  Jakto? tu jeszcze? Na statek! na statek!