Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 5.djvu/88

Ta strona została przepisana.

Parys.  Łzy, biedna duszo, twarz ci oszpeciły.
Julia.  Łzy te nie wielkie zwycięstwo odniosły:
Twarz była szpetną już przed ich napaścią.
Parys.  Łzy cię skrzwdziły mniej niż twoje słowa.
Julia.  Nie jest potwarzą, panie, co jest prawdą;
A co mówiłam, mówiłam mej twarzy.
Parys.  Twarz ta jest moją, mą własność potwarzasz.
Julia.  Twoją być może, moją bowiem nie jest. —
Mój święty ojcze, maszli chwilę wolną,
Albo czy wrócić mam podczas nieszporów?
Brat Laur.  Córko boleści, jestem teraz wolny.
Błagam, racz, panie, zostawić nas samych.
Parys.  Broń Boże, bym miał modlitwy przerywać! —
Julio, we czwartek obudzę cię wcześnie;
Teraz, tym czystym żegnam cię całunkiem.

(Wychodzi).

Julia.  Zamknij drzwi, ojcze, a potem płacz ze mną:
Niema lekarstwa, ratunku, nadziei!
Brat Laur.  O Julio, znam już wszystkie twe boleści;
Ich ciężar cały mój przygniata rozum.
Wiem już, że musisz, nic dnia nie odwlecze,
We czwartek przyszły hrabiemu dać rękę.
Julia.  Nie mów mi, ojcze, że o tem słyszałeś,
Póki nie powiesz, jak temu zaradzić.
Gdy mi w mądrości twej pomódz nie możesz,
Mój tylko zamiar twem stwierdź przyzwoleniem,
A nóż ten, ojcze, zaradzi wszystkiemu.
Bóg związał serca nasze, a ty ręce,
A nim ta ręka, dana Romeowi,
Zostanie nowych związków ręczycielką,
Nim zbuntowane, wierne moje serce
Pierwszą swą miłość dla nowej poświęci,
Rękę i serce sztylet ten zatrzyma!
Ty, ojcze, długiem doświadczeniem mądry,
Ty daj mi radę, lub patrz, w twoich oczach
Sędzią pomiędzy mną a mą rozpaczą
Nóż krwawy będzie, i skończy zatargi,
Których trybunał twych lat i mądrości