Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 6.djvu/158

Ta strona została przepisana.
—   148   —


SCENA IV.
Rzym. Pokój w domu Cezara.
(Wchodzą: Oktawiusz Cezar, Lepidus i Orszak).

Cezar.  Widzisz, Lepidzie, i później zobaczysz,
Że nie Cezara wadą przyrodzoną
Współzawodnika swego nienawidzić.
Oto ostatnie listy z Alexandryi:
Pije i ryby łowi, całe noce
Na hulatykach spędza z przyjaciółmi,
Nie więcej męski mąż od Kleopatry,
Ona nie więcej od niego niewieścia.
Ledwo pomyśleć raczył, że ma jeszcze
Kolegów w Rzymie, by ich posła przyjąć.
W człeku tym znajdziesz wszystkie ludzkie wady,
Jakby w skróceniu.
Lepidus.  Nie mogę przypuścić,
Aby przywary jego mogły zaćmić
Jego przymioty; wady w Antoniuszu
Są jakby ognie na pogodnem niebie,
Tem wydatniejsze, im jest noc czarniejsza;
Odziedziczone raczej niż nabyte;
Grzech konieczności raczej, niż wyboru.
Cezar.  Lepidzie, jesteś zbyt pobłażający.
Przypuśćmy nawet, że błąd to niewielki
Zająć w łożnicy miejsce Ptolemeja,
I dać królestwo za fraszkę, not całą
Z niewolnikami wytrząsać kielichy,
W dzień po ulicach taczać się, iść w tuzy
Z lada hultajem, który potem trąci;
Przypuśćmy, że to wszystko mu przystoi,
(Choć człek to rzadkich musi być przymiotów,
Co takiem życiem na sławie nie cierpi)
Na to przynajmniej wymówki nie znajdziesz,
Że dziś Antoni swą lekkomyślnością
Na barki nasze ciężar taki zwala.